zajęłam się inną tematyką
trochę też demotywująco działa na mnie i na proces fotografowania udziergów, mych sześć nadliczbowych kilogramów...
W zapasie miałam jeszcze z tegorocznej wiosny dwie dzianiny. Obie w całości lub w części jedwabne.
Pierwsza rzecz to sweterek z koralowego Bourette. Która to włóczka jest moim zdecydowanym faworytem w użytkowaniu. Tak wygląda na plaskacza:
Jestem fanem wszelkiego I-cordu, bo chowam w nie wszystkie nitki!
A to jedwabno-alpaczane poncho [prozaiczna Lace DROPSa], które zrobiłam ponad rok temu i dość często nosiłam.
Jest to prostokąt z dziurą pośrodku. Przerabiany prozaicznym ściegiem gładkim, tyle że ciutkę podwójną nitką, ciutkę pojedynczą.